ScrollToTop
magazyn mamy

Jestem Mamą, jestem Mamą...

Data: 01 grudzień 2016 Autor Mama Adrianna Frąckowiak

Jestem Mamą. Jestem Mamą... powtarzałam to sobie w głowie jak mantrę gdy tekst wskazał dwie kreski. Co teraz? Co robić? Nie wiedziałam czy mam płakać czy skakać z radości. Wybrałam tę pierwszą opcję. Wyłam jak bóbr. Co powiedzą rodzice? Przecież za 4 miesiące mam obronę pracy licencjackiej, ciężkie egzaminy, a czułam się coraz gorzej... I co powie na to mój partner? Jesteśmy razem tak krótko, marzymy o wyjeździe za granicę, do Londynu, mojego wymarzonego Londynu! Po skończeniu filologii angielskiej miałam przecież studiować w Londynie i pracować... i żyć jak w bajce. A tej jeden test, na tamtą chwilę przekreślał wszystkie plany, wszystkie marzenia. Więc wyłam tak jeszcze przez kilka dni, nie wychodziłam z łóżka, nie jeździłam do szkoły. Nie rozumiałam wtedy tak naprawdę, że spotkało mnie coś o wiele piękniejszego niż szkoła, kariera i zarabianie pieniędzy. Skąd zresztą miałam to rozumieć? To, że maleńki człowieczek rośnie w moim brzuchu, że jego serce bije obok mojego serca... to wszystko było wtedy dla mnie jakąś totalną abstrakcją. Umówiłam się na wizytę do ginekologa i wtedy... wtedy wszystko się zmieniło. Zobaczyłam na ekranie, takie maleńkie boskie stworzenie, usłyszałam jak bije mu serduszko, okazało się, że płód ma już prawie 3 miesiące! I... popłakałam się. Znowu! Wyłam jak bóbr, a lekarz patrzył na mnie jak na dziwaka. Wyłam już nie ze smutku, a ze szczęścia. Ten widok poruszył moje serce i po raz pierwszy w życiu doznałam uczucia, którego nie potrafię opisać słowami. To chyba była miłość. Taka miłość jakiej nie czułam do rodziców, jakiej nie czułam do partnera, jakiej nie czułam do nikogo. Miłość najpiękniejsza, bezwarunkowa i czysta. To była już miłość matki do dziecka. Gdy oznajmiłam wreszcie rodzicom, że jestem w ciąży, skakali pod sufit z radości (a tak się bałam ich reakcji!) Gdy mój partner zobaczył zdjęcia z USG, ze szczęścia zaczął nosić mnie na rękach. Od tego dnia zaczęłam dbać o siebie z podwójną mocą. W końcu to już nie byłam tylko ja i mój organizm ale ja i moja malutka fasolka. Okazało się, że to syn. Znów łzy szczęścia napłynęły mi do oczu. Pierwsze imię o jakim pomyślałam to Alan i tak już zostało. Cesarskie cięcie, pobyt w szpitalu, pierwsze miesiące życia, nieprzespane noce, zapalenie piersi... to wszystko działo się tak szybko, że ani się nie obejrzałam, a mój smyk ma już 14 miesięcy. Ja każdego dnia patrzę na niego z tą samą miłością, którą poczułam przy pierwszym USG. I wiem jedno... żaden angielski college, żadna praca i żadne pieniądze ani marzenia, których tyyyle miałam pospełniać, nie dałyby mi tego co ten mały łobuz. Mój syn jest moją dumą, jest moją miłością, jest moim szczęściem, jest moim wszystkim. I wiem, że już do końca życia, będę obok niego, będę jego przyjaciółką i Aniołem Stróżem. Będę go kochać i wspierać, bo nie ma silniejszej miłości jak miłość matki do dziecka. Ja doznałam tego zaszczytu by się o tym przekonać i wiem, że to najpiękniejsze co w życiu mnie spotkało.

Nikt jeszcze nie rozpoczął dyskusji w tym wątku. Dodaj komantarz jako pierwsza!

logo

Portal MyMamy.pl pomaga poznać i skontaktować się z innymi rodzicami w okolicy oraz udostępniać im różne informacje i materiały