ScrollToTop
magazyn mamy

Lubicie książki akcji z psią rolą główną ?

Data: 05 październik 2017

Pamiętacie z dzieciństwa Lassie i Psa który jeździł koleją? Także czytaliście te książki z zapartym tchem pod poduszką :)?

Zatem mamy super propozycję dla Was no i dla Waszych dzieciaków - nową opowieść - Barclay Linwood "Pościg" od Wydawnictwa Znak Emotikon.

 

Podrzucamy Wam kawałek treści książki, abyście mogli wczuć się w akcję i poznać głównego bohatera - Czip'a:

 

 

 

W końcu to oni, Białe Fartuchy, zaprojektowali i wszczepili te wszystkie implanty, którymi był naszpikowany. Zrobili to właśnie tutaj, po drugiej stronie sali, na blacie przypominającym stół operacyjny, pod rzędem jasnych lamp i w asyście dwunastu monitorów ustawionych pod ścianą obok. To ci ludzie zaprogramowali go tak, aby stał się czymś więcej niż zwykłym psem – zwierzęciem o zdolnościach i umiejętnościach, które odbiegały o lata świetlne od jego naturalnych możliwości. Gdy był szczeniakiem, nawet mu się nie marzyło, że kiedyś będzie w stanie czytać i rozumieć różne języki, analizować dane, służyć tajnej, niezwykle bogatej organizacji, być jej oczami i uszami.

Kiedy był szczeniakiem, nie marzyło mu się zbyt wiele poza uganianiem się za wiewiórkami.
Białe Fartuchy wiedziały, że więzień ma nie tylko wyjątkowe umiejętności, ale i poważne błędy w oprogramowaniu. Pomimo usilnych starań ten konkretny projekt zakończył się niepowodzeniem. Wrodzone instynkty badanego brały górę nad technologią, która nie zdołała ich stłumić. Żadne programy nie potrafiły poskromić psiej natury. Po pierwsze, więzień wciąż zbyt łatwo się rozpraszał. Nie zawsze umiał się skupić na zadaniu, które miał wykonać. Gdyby na przykład Białe Fartuchy poleciłyby mu wywęszyć ukrytą przez terrorystów bombę – stwarzającą zagrożenie dla życia tysięcy ludzi – a on zobaczyłby bawiące się dzieci, mógłby naraz zapomnieć o swojej misji i rzucić się w pogoń za turlającą się piłką.

Wiedział, że właśnie dlatego Białe Fartuchy chcą z nim zrobić coś bardzo złego.
[...]
Czip wyleciał z sali jak strzała, ale gdy w ostatniej chwili zerknął za siebie, zobaczył, że Simmons dźwiga się na nogi.
– Stój! – wrzasnął mężczyzna, zataczając się w stronę wyjścia.
– Wracaj, parszywy kundlu, albo...


Drzwi zasunęły się Simmonsowi przed samym nosem. Bez identyfikatora Biały Fartuch nie mógł się wydostać na zewnątrz.
Czip puścił się pędem przez długi korytarz. Wiedział, jak wyjść z budynku. Jego i innych wyprowadzano na dwór na spacery i szkolenie. Gdy zbliżał się do drzwi na końcu korytarza, zaczął zwalniać, ale wpadł w poślizg na marmurowej podłodze, którą wypastowano w nocy, i z hukiem wjechał prosto w zamknięte skrzydło. Z trudem utrzymał plakietkę w pysku, szybko jednak się otrząsnął, znów wspiął się na tylne łapy i pomachał nią przed zielonym światełkiem.
Drzwi się otwarły.
Znalazł się w holu głównym. Ludzie – niektórzy ubrani w białe kitle, inni w garnitury – pewnym, szybki krokiem przemierzali pomieszczenie pochłonięci swoimi obowiązkami. Tak właśnie było w Instytucie.
Nikt się nie lenił. Każdy doskonale znał swoje zadania.
Wyjście główne – wyjście na Świat – nie było zamknięte. Przez szeroko otwarte przeszklone drzwi do budynku wpadało rześkie, świeże powietrze, a wraz z nim milion zapachów z zewnątrz, a każdy z nich tchnął wolnością.
Wszyscy się zatrzymali. Nie byli przyzwyczajeni do widoku laboratoryjnego zwierzęcia spacerującego swobodnie bez smyczy i nadzoru. A już na pewno nie byli przyzwyczajeni do widoku zwierzęcia o sierści i pysku pobrudzonych krwią, trzymającego w zębach identyfikator.
Może pomyślą, że uczę się nowej sztuczki!
Czip skoczył przed siebie i ze wzrokiem utkwionym w otwartych drzwiach pomknął prosto w ich stronę. Plakietka wysunęła mu się z pyska, ale nie dbał o nią, nie była mu już potrzebna.


– Zatrzymać go! – rozległ się czyjś okrzyk.
– Łapać tego psa! – zawołał ktoś inny. – Nie pozwólcie mu uciec!
Pierwszy głos znów wrzasnął:
– Zastrzelić go!
– Zwariowałeś! – odpalił na to drugi. – On jest wart majątek.


Nie było czasu na to, żeby obejrzeć się za siebie i sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście celuje z broni. Teraz pozostało jedynie biec ile sił w łapach.
Szklane drzwi zaczęły się zamykać. Ktoś nacisnął włącznik.
Więzień przyspieszył.
Między skrzydłami została wąska szczelina.
Czip prześliznął się przez nią, w następnej sekundzie drzwi zamknęły się, przytrzaskując mu koniuszek ogona. Szarpnął
się i uwolnił.
Nie był już więźniem. Wydostał się na wolność.
Jednak ucieczka z niewoli nie była jego jedynym celem. Miał inne bardzo ważne zadanie. Odnaleźć chłopca.

 

 

 

 

Nikt jeszcze nie rozpoczął dyskusji w tym wątku. Dodaj komantarz jako pierwsza!

logo

Portal MyMamy.pl pomaga poznać i skontaktować się z innymi rodzicami w okolicy oraz udostępniać im różne informacje i materiały