ScrollToTop
magazyn mamy

Nie śpię od 6 miesięcy...

Data: 01 grudzień 2016 Autor Mama Marta Jakubowska

Nie śpię od 6 miesiecy...
Godzina 03:48. To już 6 pobudka w ciągu tej nocy. Położyłam się spać około 22 z myślą, że uda mi się przespać ciągiem 2 godziny. Nic z tego, mój młody Kawaler (żartobliwie zwany przeze mnie i mojego partnera Belzebubem, ze względu na swój demoniczny charakter) postanowił obudzić się z płaczem o 22:28. Hurra! Udało mi się pospać 20 minut - myślę w duchu. Belzebub niedawno skończył 6 miesięcy i mam wrażenie, że od tych 6 miesiecy nie śpię. Pierwsze miesiące obfite były w nieprzespane noce z powodu permanentnych problemów brzuszkowych Małego. W 5. miesięcu problemy te ustąpiły – myślę sobie – ufff, teraz będzie tylko lepiej. Jednak po paru dniach zaczęły się inne nocne przygody. Kumulacja następuje właśnie teraz – jest to mieszanka skoku rozwojowego, lęku separacyjnego, zatkanego noska oraz wychodzących dwóch białych kryształków w dolnym dziąsełku. Jednak, żeby człowiekowi nie było w życiu za dobrze, to akurat teraz zmieniliśmy czas na zimowy - jupi! Belzebub rozregulował nam się już całkowicie. Kolejny jesienny dzień rozpoczynamy o 5 rano. Zawsze marzyłam, aby po 147 pobudkach w nocy rozpocząć dzień z kurami. Bogatsza o nowe zmarszczki i sińce pod oczami, siedzę z Małym w półmroku na dywanie i zastanawiam się, czy właśnie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo? Z każdej strony szpikują nas wizją słodkiego macierzyństwa, kiedy to różowy i pulchny bobas uśmiecha się do zgrabnej mamy z nienagannym makijażem i świeżo zrobionym ombre. A ja właśnie siedzę w wyciągniętej bluzie, niestarannie upiętym kucyku i z szarą, zmęczoną cerą. Jak długo to wszystko jeszcze będzie trwało? Przecież po dwóch pierwszych ząbkach czeka nas jeszcze kolejka osiemnastu mleczaków, potem nauka chodzenia, bunt dwulatka itepe itede. Głośno ziewając co pare sekund, zerkam jak mój 6-miesięczniak z uporem maniaka próbuje opanować sztukę czworakowania i siadania. Jest 5 rano, a On tak bardzo się stara. W pewnym momencie Mały upada, lekko uderzając się o leżąca obok grzechotkę. Poziom płaczu Belzebuba jest jednak odwrotnie proporcjonalny do siły tego upadku. Szybką reakcją łapię Małego i mocno przytulam, a On w jednej sekundzie się uspokaja i słodko uśmiecha. Magia uścisku. Magia całusa. Magia MACIERZYŃSTWA.  Właśnie zdałam sobie sprawę, że moje spokojne i poukładane życie już nie wróci, i że mój Mały Dżentelmen zatrząsł moim światem i zatrzęsie jeszcze nie raz. Ale ja takie trzęsienie ziemi uwielbiam i kocham ponad życie.
 

Nikt jeszcze nie rozpoczął dyskusji w tym wątku. Dodaj komantarz jako pierwsza!

logo

Portal MyMamy.pl pomaga poznać i skontaktować się z innymi rodzicami w okolicy oraz udostępniać im różne informacje i materiały