ScrollToTop
magazyn mamy

O smoczku słów kilka ....

Data: 24 sierpień 2016 Autor Paulina Podolska-Słoń

Kolorowe, świecące, designerskie. Od kilku do kilkudziesięciu (może nawet kilkuset) złotych za jeden… Kształty – przeróżne. Smoczki-uspokajacze, bo o nich mowa, robią naprawdę ogromną „karierę”.

Mitów na ich temat było mnóstwo. Jak to mówią: „Ile ludzi tyle opinii”. Coś w tym jest.

Jako matka, położna, doradca laktacyjny i osoba z nietuzinkowym podejściem do rodzicielstwa i karmienia, postaram się przedstawić te MOJE fakty.

Noworodek to mały człowiek, który aby odnaleźć się w nowym, przerażającym otoczeniu, potrzebuje bliskości. W związku z tym, iż jego naturalnym odruchem jest ssanie, to chce to jak najszybciej „wykorzystać”. Ssanie piersi jest jedynym naturalnym sposobem zaspokojenia tej potrzeby. Jeśli już o tym mowa, to ten odruch ma pomóc w „zabezpieczeniu” kolejnej z potrzeb – jedzenia.

Natura jest bardzo „przebiegła”. Z jednej strony coś tak naturalnego jak ssanie… A bez tego nie ma produkcji pokarmu (dlatego tak ważna jest stymulacja laktatorem np. w przypadku matek wcześniaków, które nie mogą karmić bezpośrednio z piersi). Jeśli w tym ważnym momencie, na etapie stabilizowania się produkcji pokarmu na odpowiednim poziomie (w ciągu pierwszych 4-5 tygodni życia dziecka), zaczniemy podawać SMOCZEK-USPKAJACZ, musimy się liczyć z niektórymi konsekwencjami.

Pozytywy (?) – ssanie uspokaja, dlatego na pewno zdrzemniemy się dłużej (ale czy przyjemniej?). Zaspokoimy samą potrzebę ssania, pozwolimy „wyćwiczyć” ten odruch… Według niektórych badań uchronimy dziecko przez SIDS… To chyba tyle.

Negatywne aspekty – ssanie smoczka na pewno nie zaburzy samego mechanizmu ssania, ale Laktację może naruszyć i to poważnie! Jeśli dziecko rzadziej do piersi się „zgłasza”, to naturalne mechanizmy regulacji laktacji dają sygnał, iż należy zmniejszyć produkcję pokarmu, gdyż potrzeby są zaspokojone. I tutaj właśnie pojawiają się główne problemy laktacyjne…

Dziecko może domagać się piersi nawet 8-10 razy na dobę. Karmienie „co godzinę” jest już rzeczywiście pewną patologią, wymagającą konsultacji z doświadczoną położną/lekarzem/doradcą laktacyjnym, gdyż wynika głównie z niezaspokojenia potrzeb „ilościowych” w karmieniu dziecka. Podanie na tym etapie smoczka nie zwiększy produkcji pokarmu, a jedynie problem „wyciszy”.

Wszechobecne prezenty poporodowe rozdawane na oddziałach w postaci pudełeczek, są pełne gadżetów takich jak: butelki, smoczki i inne reklamy PRO-mieszankowe. Po co? Czysty biznes. A nie wszystko co ma niezły MARKETING jest dobre dla dziecka i działa na korzyść laktacji.

Dlatego, jeśli już Musisz podać smoczek-uspokajacz, postaraj się aby było to już w ostateczności i tylko sporadycznie (np. do zaśnięcia). „Na stałe” wprowadź go dopiero po około 4 tygodniach.

Tylko… Jeśli wytrzymałaś ten „najgorszy” miesiąc, to czy nie lepiej zainwestować w fajny gryzak (na przyszłość) zamiast smoczka?

Być może wiele osób nie zgodzi się ze mną. Przedstawiłam jednak swoje zdanie na temat tych gadżetów.

 

Paulina Podolska-Słoń - Doradca Laktacyjny

 

Aleksandra
2016-08-25 11:40:06

Oj faktycznie pełno jest na rynku różnego rodzaju smoczków do wyboru do koloru :) Ja miałam 5 smoczków ale żaden nie przypasował mojej dzidzi i każdym rzucała po prostu nie lubi ssać smoka ... Więc jej nie zmuszałam u nas uspokajaczem właśnie był gryzaczek w kształcie kotka :) ja tam nawet się cieszę że nie chciała tego smoczka bo wyczytałam w jakimś artykule że od ssania smoczka może mieć później krzywe zęby choć nie wiem czy to jest prawda, a po za tym jak widzę takie 3 letnie dziecko ze smoczkiem to troszkę to śmiesznie wygląda :P

logo

Portal MyMamy.pl pomaga poznać i skontaktować się z innymi rodzicami w okolicy oraz udostępniać im różne informacje i materiały