ScrollToTop
magazyn mamy

Uczennica przerosła „Mistrza”

Data: 01 grudzień 2016 Autor Mama Paulina Podolska-Slon

Uczennica przerosła „Mistrza”

Często w moim całym rodzicielstwie uciekam się do jakichś super doniesień i nowinek „ze świata wychowania dziecka”.  Moja czterolatka jest, jak sądzę, nad wyraz rozwinięta jeśli chodzi o „sztukę perswazji”. Zwłaszcza, gdy próbuje przekonać Nas do zakupu kolejnej zabaweczki, która przecież: „Jest bardzo pocebna i jus ostatnia” ;D

Jako jedną z zasad, którą należy dziecku przekazać: wzięliśmy sobie z moim M. do serca, aby nauczyć ją, iż nie można kłamać. Tzn. jak powie, że umyła zęby, a szczoteczka sucha jak piasek na Saharze – staramy się oczywiście po „rodzicielsku” wyjaśnić, iż lepiej prawdę powiedzieć, niż ściemniać na całego.

Zatem trwamy sobie tak w naszym nieskazitelnym wychowaniu. Jedno, drugie, trzecie wyjście do sklepu. Nasza czterolatka nie należy do dzieci, które kładą się z płaczem na podłodze, aby uzyskać jakiś produkt z półki sklepowej. Jednak kolorowy kucyk z reklamy - to już był (jak się okazało) szczyt jej marzeń! Oczywiście prośby, tłumaczenia . Uciekliśmy się do małego kłamstewka. Zresztą, jak sądzę całkiem w tym naszym wspomnianym już rodzicielstwie – popularnego. „Mamusia nie ma pieniążków”. Kucyk jest drogi, a naprawdę z naszego konta nie ma już czym zapłacić. Wróciliśmy do domu ze smutną A. Wieczorny rytuał mycia zębów, walka o ubranie się w piżamę. Oczywiście znowu małe „kłamstewka”. A to: „Bolą mnie rączki”, a to „nie mogę sama utrzymać szczoteczki. Never ending story. Znowu wykładzik, że lepiej nie kłamać, zawsze warto prawdę powiedzieć, wtedy Mamusia i Tatuś pomogą. Nawet jak wyleje się coś na podłogę, od razu trzeba powiedzieć, bo jak mamusia zauważy za późno i deski spuchną, to będzie źle…

Kilka dni mija, a ja w ferworze zakupów internetowych, wrzuciłam do koszyka rzeczy na parę ładnych złotych. Krzyczę do M, że fajna promocja i muszę to i tamto mieć… Na to wysuwa się zza ścianki błyskotliwa A. Z triumfem na twarzy, ale i lekkim zasmuceniem może, mówi: „Kłamałaś”. Ja oczywiście jak wryta.

(o co może jej chodzić…).

A Ona na to: „kłamałaś, jak mówiłaś, że nie ma pieniążków na koncie, na kucyka, mojego, a jak promocja to nagle mama zarabia?”.

Z jednej strony myślałam że spadnę z krzesła ze śmiechu – z drugiej trochę „nagięłam” te moje zasady i uważam czy to czego uczę dziecko nie obróci się przeciwko mnie ;p

 

 

 

Nikt jeszcze nie rozpoczął dyskusji w tym wątku. Dodaj komantarz jako pierwsza!

logo

Portal MyMamy.pl pomaga poznać i skontaktować się z innymi rodzicami w okolicy oraz udostępniać im różne informacje i materiały